-Gdzie Nashley?!
-Nie wiem, uciekła- powiedziała zapłakana
-Nie płacz, znajdę ją.-powiedziałem- Miałem jej... pilnować- wybiegłem
W drodze przeskoczyłem Blacka. Symnąłem mu ziemią w twarz i zmieniając się w
człowieka pokazałem środkowego palca.
-To przez Ciebie patafianie!- wydarłem się
Warknął tylko. W myślach przepraszał ją.
-Przepraszanie na nic się nie zda. Rusz ten tłusty zad i zrób coś wujaszku!- zacząłem biec
dalej. Znałem ją dobrze. Pobiegła by gdzieś gdzie nie ma nikogo. Góry. Skradałem się
klęcząc. Po dłuższym czasie usłyszałem ciche nucenie. Jej piękny głos. Jest na klifach.
Wszedłem w krzaki i korzystając z moich mocy ujawniłem ją. Wyszedłem z krzaków.
Nie wiedziała jak wyglądam jako człowiek. Poderwała się, warknęła. Przez nieuwagę ześlizgnęła się
z klifu.
-Nashley!- podbiegłem nad skarpę. Klify są tak wysokie!
Bez namysłu skoczyłem i złapałem ją. Obróciłem się i spadaliśmy mną do dołu.
-Nicki, to ty?!- wtuliła się we mnie.-Nicki, ty zaraz zginiesz! W-widziałam to!-ścisnęła mnie mocniej
-Nie bój się.-odpowiedziałem i uśmiechnąłem się
Spadliśmy na dno. Poczułem mocne kłucie w klatce piersiowej. Nashley odskoczyła od razu.
-Nicki?!
-N-nie martw się. Jeśli udałem się im choś trochę powinienem to przeżyć. Oparłem się na jednej ręce i usiadłem.
-Ale ja widzia....
-Może nie widziałaś dokładnie, że już nie żyję, ale, że jestem ranny czy coś....- wykrztusiłem
Zamarła.
<Nashley?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz