Szczęka mi opadła.Wadera mokra,ale...Piękna.Puściłem Arrowa i udawałem jakby nic się nie stało.
-Arrow,kiedy ty zaczniesz normalnie funkcjonować?-mruknąłem.
-Kiedyś na pewno.
-Teraz nie wiem czy Ci wierzyć czy nie,ale wiem jedno.
-Hm?
-SKOŃCZ SPAĆ!-warknąłem.Kątem oka obserwowałem waderę i jej kompankę obok.Obie takie ładne,jednak "tą jedyną" odgrywała biało-brązowa.Westchnąłem w duchu i odwróciłem się.Po ojcu miałem to,że chodziłem zawsze dumny.Nagle w oddali ujrzałem sylwetkę wilka,a raczej szczeniaka.
-Blaster...-warknąłem pod nosem.Pokazałem białe,duże i ostre jak brzytwa kły.Zjeżyłem sierść.Przyszedł ku nam.Zaczął podrywać biało-brązową,a potem zaczął się do niej przybliżać,jakby chciał jej coś zrobić.
-Blaster,ty debilu...Jeśli jej coś zrobisz,to już nigdy nie wstaniesz z ziemi!-wrzasnąłem.
-Neronku,nie bulwersuj się tak.-zarechotał.
-Wk*rwiaj mnie dalej...-mruknąłem.
-Oj nie ładnie tak mówić.-znów się zaśmiał.Skoczyłem na niego i zaczęliśmy się gryźć.Znowu miałem rany na sobie.Warczałem jak oszalały,a on na mnie.W końcu udało mi się nawet kilka mocy wykorzystać,które działały wręcz zajebiście. ^^ Po skończonym pojedynku odwróciłem się do nich z ranami na sobie.
-Nic wam nie jest?-spytałem.
<Liv?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz