wtorek, 22 lipca 2014

Od Nicki'ego cd Nashley

-Zostawcie mnie chu*je!-
-Trochę grzeczniej.- mruknął James. Wrzucili mnie do jakiejś izolatki. Nie mogłem się teleportować. Mieli zabezpieczenia. Usiadłem w kącie.

-Nobody can save me now...- mruknąłem. Usłyszałem jak drzwi się otwierają wpuszczając więcej światła.
W wejściu staną James. Pozer. Miał zdolności telekinezy. To chyba dzięki tej rękawicy na jego dłoni. Uniósł mnie. Zacząłem się szamotać w powietrzu. Odpowiedział śmiechem. Przygwoździli mnie do jakiegoś blatu. Szamotanie na nic się nie zdawało. Pewnie zaraz mnie zabiją.
-Czuj się zaszczycony. Szef laboratorium właśnie będzie nad tobą pracować
-Czuje się jakby przede mną ktoś się zesrał.- dostałem w twarz. Oplułem go.
-Uważaj sobie, bo zamknę Ci twarz siłą- powiedział. Nabrał do strzykawki coś z małej próbówki i strzepnął. W lusterku zauważyłem jak oczy świecą mi się na czerwono. Przestraszyłem się i skupiłem na swoim odbiciu. Na mojej twarzy pojawił się wyraz zdziwienia, a czerwień znikła. Usłyszałem trzask. Strzykawka rozpadła się. Spojrzałem w górę na taras. To Shio! Widocznie lepiej strzela niż walczy mieczem.
-Cześć mały... wiem, że mnie słyszysz- pomyślała -już nie taki mały...
-Żyjesz, brat?- usłyszałem. Wytrzeszczyłem oczy. To Vincent!
Uśmiechnąłem się. Długo tu już nie zostanę.
Vincent Zeskoczył z tarasu. Zbliżył się do Jamesa i chwycił za kark. Przydusił go, oparł o ścianę i uniósł. 
Shio w tym czasie uwolniła mnie. Jakiś fajtłapa od razu dostał ode mnie w twarz. Zemdlał.
Słyszałem Vincenta próbującego wykończyć Jamesa.
-Giń szmato!- walnął, ale James kopnął go w brzuch powodując, że Vincent poleciał na ścianę.
Uniósł dłoń z dziwną rękawicą sprawiając iż Vins uniósł się do góry. Zaczął rzucać nim o ściany. Shio przestrzeliła mu dłoń.
-Ku*wa!- krzyknął
-Masz ojczulku.-powiedziała dumna z siebie.
James wycelował mieczem w twarz Vinsa. Nie kontrolując tego przeniosłem nas na teren watahy. Miecz wbił się w drzewo. Zaczęli walczyć w powietrzu.
Aideri zaczęła dusić Jamesa. Upadł z hukiem na ziemie. Vins podszedł do niego.
-To twój koniec!-krzyknął wbijając mu strzykawkę w ręke. Vincent wbił mu sztylet w brzuch.
-Twój też.- uśmiechnął się Vincent
-Vincent!- krzyknęła Shio. Wytrzeszczyłem tylko oczy i pobiegłem na miejsce, lecz mój brat rozsypał się w powietrzu.  
Ujrzałem jej zapłakaną twarz.
-Nie płacz...
-Jakbym się nie urodziła...
-Odkąd Cię znam o wszystko się obwiniasz.
-T-to już nie ważne. Już czas.
-Czas na co?
-Mój koniec.
-Co ty pier*olisz?! Nie zostawiaj mnie tu samego!!! Shio?!
Dostałem całusa w czoło. Czułem się jak dziecko. A ona? Po prostu wzniosła się w górę i spłonęła.
-SHIO!- wydarłem się. Nie mam nikogo... prócz Nashley. Usiadłem i schowałem twarz w dłoniach próbując to wszystko przemyśleć.
<Nashley?> 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz