-Ach!-szepnęłam.
Wilk, wadera się nie ruszała. Leżała bezwładnie. Widziałam, oddychała. Ale ledwo, ledwo. Postanowiłam ją ratować. No cóż, szczeniak. Wysuszyłam wodę w tym miejscu. Skoczyłam.
-Maleństwo, no chodź...-zachęcałam.
Otworzyło oczy i patrzyło na mnie, ja na nią. Wyciągnęłam nas na brzeg.
-Kim jesteś? Gdzie mama?-spytała.
-Ja? Nathalie. Ale mów mi Negra. A ty?-odparłam.
-Rachel.-szepnęła-W skrócie Van.
-Czemu tu leżałaś? W wodzie?-zapytałam.
-Czekałam...Gdzie mama?-powtórzyła pytanie.
-Nie wiem.-odpowiedziałam.
Zaświeciły się oczy Rachel.
-Co...to?-spytałam.
-Mama powiedziała, przekazuje mi wiadomość: "Vanni, nie ma mnie już na tym świecie. Zsyłam ci Nathalie. Negra, opiekuj się nią, jak własnym dzieckiem. Rachel, czyli Van. W skrócie Vanni. Przypomnij sobie naszą obietnicę. Trzymajcie się, Wasza X".-oznajmiła.-Co znaczy "nie ma jej już na tym świecie"?
Ze zdziwienia otworzyłam pysk. Wtedy bolesne wspomnienia wróciły. Zemdlałam gdy rodziłam. Mój chłopak porwał dziecko i ukrył się z nią. Szukając ich, natrafiłam na moją siostrę. Obiecała mi chronić małą. Siostra, czyli X.
-Nie żyje...-szepnęłam.
-Nieee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-krzyknęła.
-Ale to prawda...Vanni.-odparłam.
-Zabierz mnie ze sobą, Nathalie...Proszę!-powiedziała.
-Nnnie mogę...-odpowiedziałam.
-Ooo, możesz, proszę!-zrobiła smutną, błagalną minkę.
-Aaach...nnno...nnnie wwwiem..nnnigdy...nnnie...mmmiałam...ssszczeniaków...-jąkałam się-Może kiedyś...-westchnęłam-...Zgoda...
Mała machnęła ogonem z satysfakcją, uśmiechnęła się i odparła:
-Mi pasuje.
-Chodź.-westchnęłam-Ile ty właściwie masz, Rachel?
-Nie mów do mnie Rachel! Jestem Van. I mam rok.
Wzięłam ją do Alf. Zgodziły się.
-Możesz, Ra...Vanni.-potwierdziłam.
Rachel, to znaczy Van, od teraz jest moją "córką". Ale wolę żeby mówić, że jest moim "szczeniakiem".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz