Rozpłakałem się. Bezwiednie teleportowałem się do jakiejś jaskini. Był tam Black Death i... jego rodzina.
Czułem jak bardzo się kochali... upadłem na ziemię pyskiem do dołu i zacząłem płakać.
-M-m-m-m-mamoo!- wydusiłem
-I masz! Spadaj stąd mały gówniarzu.
-Black! To tylko szczeniak- powiedziała czarna wadera. Basiorowi chyba zrobiło się głupio.
-Nie lubisz mnie tylko dlatego, że jestem inny?!- wstałem na drżących łapach.
- Patrz co mi zrobiłeś! To boli...- skuliłem się i zacząłem łkać
- I nie wyzywaj mnie w myślach! Rozumiesz?! Nie wyzywaj mnie! To ona chciała bym to wiedział! To nie moja wina!- poczułem zgęstnienie powietrza.
-Itanie... uspokuj się- szepnąłem
- Ja po prostu... chcę... do... mamy... Słyszę Cię Black Death! Wcale nie jestem słaby!- wilk podniósł się z miejsca. Odsłonił małą waderkę. Myślała coś specjalnie bym to usłyszał. Gdzie twoja mama?- pomyślała
Stworzyłem tylko na chwilkę niewidzialną ścianę przed Black Death'em. Cofnął się.
-Nie zbliżaj się do mnie. Źle się czuję. Mam... ochotę znów zasłabnąć.
-I zasłabniesz- usłyszałem myśli
-Dzięki Nashley... - wziąłem łapę z mego boku.Była we krwi. Chyba nadziałem się na kamienną ścianę.
-Tato... co ty mu zrobiłeś?- Spytała Nashley cienkim głosem
- Myślałam, że to zwierzę przygwoździłeś do ściany... tato... to był on? A co jeśli...
Film mi się urwał. Czułem jak upadam, jak piecze mnie bok do którego dostał się piasek, jak
pulsuje mi łapa oraz użądlenie... szczypało. Czy to możliwe, czy płakałem przez sen?
<Nashley? Black Death?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz