Obudziłam siew środku nocy. Mack spał koło mnie. usłyszałam, dziwny dźwięk, coś w rodzaju, wycia, ale to nie było wycie wilka, przynajmniej takiego normalnego wilka. Wyszłam żeby sprawdzić co się dzieje, ale kiedy zrobiłam pierwsze krok, Mack błyskawicznie się obudził i powiedział:
-Zostań.
-Mack!-Przestraszyłam się-Nie strasz mnie!
-Nie idź tam, zostań w norze.-Powiedział jakby w ogóle mnie nie słyszał.
-Czemu?
-Bo możesz już nie wrócić.
-Co? O czym ty mówisz?
-Mówię o Labo.
-O kim?-zaczynałam czuć się nieswojo.
-O Labo, Labo to wilk który zabija wszystko co spotka na swojej drodze. Jest nie obliczalny, jeśli byś wyszła i go spotkała on by cię....-Mack westchnął wiedziałam co ma na myśli.-On odebrał mi matkę, ojca i wszystkich braci...tylko ja zdołałam uciec, do dziś pamiętam jego oczy, czerwone, pełne zła ślepia...
| Labo |
-Przeprasza, przykro mi.
-Teraz słychać jego drętwe wycie, dlatego chcę żebyś została w norze, nie miała byś żadnych szans, tu jesteś bezpieczna.
Cofnęłam się, wtuliłam się w Macka i wystraszona zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz